A Bit of Both...

Epizod 2.6 Keyan Caballa

Miałem baaaardzo złe przeczucia. Baaaardzo. Nie, nie chodzi mi o miecze. Czy też klucze. Chociaż wygląda na to, że historycznie służyły raczej do robienia ludziom krzywdy. Niee, klucze, w 3D w jakiejś dziwnej konfiguracji.. Dziwne i tyle. Nie wygląda mi to realistycznie. Nie jestem jakimś super niedowiarkiem – może jakaś starożytna cywilizacja zmajstrowała taki zamek i coś tam ukryła. Nie wiem tylko, czy jeśli to prawda, to chciałbym, żeby ktoś to ustrojstwo otworzył. A przynajmniej na pewno nie imperium.
Ale, złe przeczucia. Za dużo imperium w jednym miejscu, żeby wszystko poszło gładko. Jakoś bezpieczniej czuję się w gorszych dzielnicach miast. Tam też bywa niebezpiecznie, ale jakoś racjonalniej. I mniejsza szansa, że dostaniesz rykoszetem z czegoś wybuchowego.

Niemniej pojechaliśmy, jak sobie książę życzył. Minęliśmy blokady zgodnie z planem. No i zdążyliśmy zamienić 3 zdania, kiedy moje przeczucia się zmaterializowały. Ktoś księcia chciał uciszyć. Spekulowałbym ISB. Wiedzieli, że kontaktował się z profesorem, więc na wszelki wypadek postanowili go uciszyć. My byliśmy zapewne wygodnym kozłem ofiarnym. Jacyś goście znikąd, prawie sami obcy. Idealni terroryści. Droidy wysadzają statek, dowody płoną, propaganda załatwia resztę. Droidy. Najpierw zatankowały jacht jakąś mocno wybuchową mieszanką, zamknęły tarczę energetyczną. Potem odpaliły statek. Odstrzeliłem jednego, ale drugi porozlewał paliwo pod statkiem. Było posprzątane, trza było wiać. Mira odpaliła windy na poziom techniczny i ukryliśmy się na sekundy przed eksplozją. A na poziomie technicznym szturmowcy. No i oczywiście, co robi się z ledwo uratowanymi ofiarami niewyjaśnionej eksplozji? Najpierw strzelasz, potem pytasz.

Nie-wia-ry-god-ne. Naprawdę absolutnie niewiarygodne.. Możesz się starać, być neutralny, pomagać nawet, poszukiwanych przestępców łapać. I co? Prędzej czy później jakiś zakuty imperialny łeb i tak zacznie do Ciebie strzelać bez powodu. Co za skończona banda niekompetentnych debili. Dobrze, że byłem już w masce, bo chyba zrobiłem się czerwony… No więc przebiliśmy się do speedera, zostawiając za sobą kilka trupów. Mira wykasowała monitoring, więc być może nie będziemy we wszystkich telewizjach sektora. Udało nam się dotrzeć do statku i zwialiśmy. W powietrzu było już łatwiej. Blokada super szczelna nie była a nasz statek… No cóż Wędrowiec był zapewne najszybszym statkiem w systemie..

View
Epizod 2.5 Keyan Caballa

Nasz mały raid na kocioł u profesora wyszedł całkiem nieźle.
Rozpoznanie, wsparcie snajpera, skoordynowany atak… wszystko szybko i sprawnie. Biorąc pod uwagę nasze braki sprzętowe – bardzo ładnie to wyszło. W środku czekało ISB. To już kaliber. Nie jakieś tam bojówki COMPNOR, nie miejscowe gliny. ISB. Tym bardziej poszło ładnie.
Zabraliśmy z jego domu co się dało, z płaskorzeźbą i jego droidem włącznie. I odlecieliśmy. W ciemności nocy (zasilanie w mieście padło) omijając kolejne blokady dróg. Na nasze szczęści, miasto jest duże i całkowita blokada wymagał dużo logistyki, nawet Imperium nie jest w stanie siłami z jednego niszczyciela obstawić tysięcy punktów wylotowych w pół godziny. Na nasze szczęście, koncentrowali się też chyba na miejscowych studentach bardziej, niż na bandzie obcych. Słusznie lub nie.

Tak czy inaczej, wróciliśmy do statku. Gdzie po szybkim przeglądzie łupów, określiliśmy nasz kolejny dzisiejszy cel. Raid na grobowiec. Nietypowy w swym kształcie grobowiec milionów miejscowych zabitych w czasie okupacji kilka tysięcy lat temu. Kilometrowej średnicy otwór w ziemi sięgający głęboko głęboko. W takim to miejscu nasz profesor postanowił ukryć kolejna porcję informacji. Pech polega na tym, że od czasu kiedy nasz profesor pracował na wykopaliskach, grobowiec przejęło imperium. Zamknięty teren wojskowy i takie tam.

Nie ma lekko. Wstępny plan przewidywał ciche przejęcie patrolowego speedera, wślizgnięcie się na teren wykopalisk i wydobycie ukrytego tam nośnika. Nie wyszło cicho. Bezczelni imperiale ustawili się dalej, niż miałem nadzieję i zaskoczenie poleglo. Padły strzały, huk, błyski. Speeder był nasz, ale alarm… Aa, co tam,, pomyślałem. To w końcu jakaś mała stacja badawcza na mało istotnej planecie. W środku nocy ich czas reakcji musiał być słaby. No risk, no fun…

Naściemniałem kontrolerowi i skierowałem pościg za widmowym wrogiem. Na gazie wjechaliśmy do kompleksu i do krawędzi dołu. Mira skoczyła do grobowca szukać skarbu. Ja starałem się przekonać Imperiali, że jesteśmy tam, gdzie nas nie ma i wszystko jest w porządku. Odwlekanie nieuniknionego. Kolejny speeder znalazł nas w kilka minut. Kira zastopowała go dobrze wymierzoną serią, ale nasz czas się skończył. Kolejni na pewno byli w drodze. Na szczęście Mira znalazła skarb i można było się ewakuować. Rig dał po garach i tyle nas widzieli. Poważnego pościgu nie było, zapewne przynajmniej częściowo z powodu zadymy w mieście.
Nawet Imperium ma ograniczone zasoby.

View
Epizod 2.4 Keyan Caballa

Nie da się ukryć, planeta nie nadaje się do zamieszkania. Zrobiła się znacznie mniej uciążliwa, po wyeliminowaniu tego Jedi, ale wciąż nie nadaje się do zamieszkania. Zostaliśmy tam tydzień, żeby zrobić mały remont Wędrowca. I z dużą ulgą odlecieliśmy. Bez widoków na szybki powrót.

Następny przystanek – Lorrd. Mieszkał tam znajomy Miry plus bliski cywilizowany system, z którego można było nawiązać kontakt z kimkolwiek. Planeta jak planeta, a właściwie jak tysiące innych. Usiana farmami, miastami i megalopolis, funkcjonujące jako centrum układu. Zaparkowaliśmy na uboczu i wybraliśmy się na zakupy, gdzie zapoznaliśmy przemiłego handlarza bronią, oraz na miejscowy uniwerek. Ech, studenckie czasy.. Co prawda do nas nikt nie strzelał, jak malowaliśmy na murach wywrotowe hasła, ale tak poza tym niewiele się zmieniło..
Profesorek wiele nie wiedział, ale skontaktował nas z potencjalnym nowym zleceniodawcą. Księciem, którego poddani właśnie rugują z pozycji następcy tronu. Wymyslił sobie biedak, że odzyskanie miecza, którego jego przodkowie zrabowali Mandalorianom, a który im z kolei został zrabowany przez imperium (lub raczej przez imperialnego oficera zbierającego łupy), przywróci jego książencej osobie szacunek ludu. W mojej skromnej ocenie taniej wyszłoby mu wynajęcie odpowiednich ludzi i przeprowadzenie serii pechowych wypadków przeciwników politycznych, ale..

Z ciekawych rzeczy, profesorek miał też płaskorzeźbę z jakimś Faleen, który właśnie dobija jakiegoś jedi. Dość nietypowe a przez to ciekawe. Niestety, wygląda na to, że profesorka ktoś wykończył. Przed śmiercią przekazał nam informację na temat jakiejś lokalizacji. Niestety zginął w trakcie transmisji, co trochę za bardzo rozszerzyło zakres potencjalnych punktów docelowych. Cokolwiek miałoby się w tym punkcie znajdować. Ciekawe, załatwiło go szeroko pojęte Imperium, czy prywaciarze.. Miejmy nadzieję, że nie znaleźli tam tego, czego szukali. I że my znajdziemy.. No i oczywiście, że znajdziemy to szybko, bo jutro mamy spotkanie z Benbu a potem musimy lecieć na spotkanie z tajną flotyllą Mandaloriańskiego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Historycznego. Ciasno z czasem. Ale może w końcu coś zarobimy..

View
Epizod 2.3 Keyan Caballa

To było wyboiste wyjście z nadprzestrzeni. Dokładnie dlatego trzymam porządek w sprzęcie. Twórczy chaos jest fajny, ale po takim wyboju spędziłbym pół dnia na zbieraniu i naprawianiu sprzętu z całego warsztatu. A tak, wrzuciłem szkielet R0 to pudła i pobiegłem do kokpitu.

Rig walczył z kursem, najwyraźniej bez efektu. Lecieliśmy w stronę planety. Nieznanej planety. W nieznanej części kosmosu na dość wyraźnym skraju galaktyki. W kierunku totalnie odwrotnym od zamierzonego kursu. Lecieliśmy najwyraźniej ściągani promieniem ściągającym lub czymś podobnym. Nie słyszałem do tej pory o planetarnym promieniu ściągającym, ale zawsze musi być pierwszy raz. Silniki wyły, Rig się wkurzał, a lecieliśmy dalej w tym samym kierunku. To było dziwne. poza stroną werbalną, nie widziałem, że by jakośstrasznie starał się zmienić kurs. Zasadniczo szansa wyrwania się z promienia ściągającego statkiem bez odpowiedniego sprzętu jest raczej nikła, więc wszystko rozumiem, tylko po co ta ściema i zużywanie silników??

Jeszcze dziwniej zrobiło się potem, kiedy przyznał się, że to on ląduje, ale twierdził, że ja mu kazałem. Halucynacje? Kontrola umysłu?. No nic, wylądowaliśmy w jakimś bagnie nieopodal 2 potencjalnych źródeł energii. Widywałem lepsze lądowiska, ale co tam. Niejako przy okazji straciliśmy 90% wody, którą ktoś wypuścił do atmosfery. Nikt się nie przyznał lub nie pamiętał. Czyli ewidentnie kontrola umysłu lub halucynacje. Fatalnie. Eksploracja niezamieszkałej potencjalnie niebezpiecznej planety w sytuacji, kiedy musimy uznać, że to co widzimy to nie jest to co nam się wydaje to nic śmiesznego.

Ale co tam, krótkie przygotowania i polecieliśmy eksplorować. Źródło energii okazało się być małą zrujnowaną budowlą z działającym holoprojektorem. Odczyty skanerów dookoła dawały dziwne odczyty, znaleźliśmy jakieś ślady stóp, ale generalnie nic konkretnego. Szybko zapadła zmrok, więc wróciliśmy do statku. Pod statkiem znaleźliśmy gości, którzy na pierwszy rzut oka wyglądali jak tubylcy. Na drugi, wydali się nieco nierzeczywiści, ale na wszelki wypadek ich olałem i zaparkowałem w Wedrowcu. Załoga zaliczyła nieprzyjemną przygodę z miejscowymi pijawkami (dziewczyny przy okazji prawie się pobiły), dookoła słyszeliśmy jakieś dziwne odgłosy, halucynacje pod statkiem zostały wymordowane na oczach Riga przez jakiegoś jego starego znajomego. Jedi. Ja próbowałem wystartować, a Wędrowiec się popsuł. Atmosfera była więc gęsta i nerwowa. Ktoś z nami pogrywał. Miałem już wizje planety-rosiczk. W awarię Wędrowca mając w pamięci “wysiłki” Riga aby nie wylądować nie wierzyłem, więc nawet przez myśl mi nie przeszło coś naprawiać. Poszliśmy spać.

Rano, znowu eksploracja. Eksploracja zaczęła się od znalezienia świerzego ciała. Niedługo potem starszego ciała powieszonego na drzewie. Niedługo potem żywego gościa, któremu planeta zabiła już psychikę. Niedługo potem realny sukces. Znaleźliśmy wejście. Zabite na sztywno, więc musiałem przebijać się palnikiem, ale jakoś poszło. No i pojechaliśmy nasze wejście okazało się bocznym wejściem do podziemnego kompleksu więziennego. Starego kompleksu, zamkniętego kilkaset lat temu. Otworzonego ponownie w czasie wojny i zamkniętego po wojnie.Więzienie o mega wysokim rygorze. Otwarte w czasie wojny dla 3 osób. To zasadniczo przekreśliło opcje planety-rosiczki. W więzieniu był więzień. Żywy. Jedyne pytanie, które pozostało na tym etapie, to czy nasze problemy powoduje więzień, czy strażnik. Przegląd biur nic nam nie dał. Garść urwanych fragmentów informacji, na temat xxxxx – ulubionego Jedi Riga, oraz jego mistrza. Udaliśmy się więc do źródła.

Źródło leżało sobie nieprzytomne w celi podpięte do jakiejś aparatury medycznej. Podjechaliśmy do niego.
Chyba spanikował. Zaczął zamykać cele, czym sprowokował gwałtowną reakcję. Ja rozstrzelałem zamknięcie celi a Kira ostrzelała jego. Cóż, trochę jego, trochę sprzęt do którego był podpięty. Nie wiem, czy taki miał plan, ale wyglądało, że zaczyna się wybudzać. Nagle wszystkich wymiotło z celi. Wymiotło w sensie dosłownym. Coś jak fala uderzeniowa. Tylko ja utrzymałem się w środku więc od razu zacząłem ładować do niego ze wszystkiego co miałem. Zbierał się szybko. Myslałbym, że po dekadach uśpienia jakąś chemią będzie potrzebował paru godzin, ale nie. Pół minuty temu Kira odstrzeliła mu aparaturę a on już się podnosił. W dodatku parował blaster RĘKĄ !!. Ogień ciągły z 2 blasterów w końcu go jednak zmógł. Oberwał ze 2 razy w brzuch, potem w głowę i zwiotczał. Dla pewności strzeliłem jeszcze kilka razy. Nie żył.

PS.
- Zwęglone ciało wrzucamy do okolicznego bagna, żeby miejscowa mikro fauna upewniła się, że już nie wstanie
- Czyścimy monitoring ze śladów naszej obecności. Najpierw informatycznie a potem fizycznie niszczę lub szabruję dyski/kości pamięci.
- Loot.
- Lądowisko klasy militarnej może posiada jakieś minimalne instalacje pokroju podnośnika, które pozwoliłyby wykoać upgrade naszej łączności
- Loot.
-Gdzieś w okolicy leży wrak “Rancora”. Warto by go znaleźć. Nawet jeśli częściowo zakopany w bagnie, coś tam może z niego wystaje. Wieżyczka na przykład z jakimś działkiem.

View
Epizod 2.2 Keyan Caballa

Kopalnia.. Nazwali to kopalnia… Gabarytem przypominało raczej placówkę badawczą ale spoko, od czegoś trzeba zacząć. Wiatrochron rozciągał się na 2 kliki dookoła, więc niby kupa miejsca na rozbudowę. No i nie znam się na górnictwie ale nie wiem jak często oni mogą odpalić BB działkę 120kk.. Zresztą, może nie o to chodzi? Może są po prostu udającym legalną kopalnię punktem przerzutowym?
Kto by szukał dragów w zaplombowanych pakietach minerałów prosto z legalnej kopalni… Sprytne…
Najwyraźniej jednak dobre czasy się skończyły. Na zwłoki załogi natknęliśmy się zaraz po wejściu. Trochę dziwne, że niektórzy siedzieli tam, gdzie zginęli, inni pochowani po szawkach a inni popakowani w paczuszki. Wszyscy jednak niezaprzeczalnie martwi. Pozostałe na chodzie droidy, na początku zostwiliśmy w spokoju, ale na atak nie trzeba było czekać długo, zgodnie zresztą z przewidywaniami. Ciekawą informacją było jednak coś innego. Droid zarządca, który zaatakował Mirę miał na sobie 2 ograniczniki. Hipoteza: Zaawansowane droidy bronią się przed wirusem. Na tyle efektywnie, że musieli go ogłupić dwoma ogranicznikami, żeby się poddał.
Niestety, na badanie placówki nie starczyło czasu. Roboty sabotowały wiatrochron, więc całość instalacji była na najlepszej drodze do rozpadnięcia się. Tyle dobra…
Co najważniejsze, zgarnęliśmy kasę i dane z komputera kopalni, zgarnęliśmy ładunek, którym interesowały się roboty. I tyle się udało. Wózek który pchałem musiałem zostawić, kiedy zawaliła się platforma lądownicza. To było przykre, ale nawet nie w połowie tak przykre jak mój skok na nasz statek. Poślizgnąłem się przy lądowaniu na mokrym kadłubie i poleciałem. Wylądowałem na kawałku radiatora silnika, który pozbawił mnie na chwilę kontaktu z rzeczywistością, ale jakimś cudem utrzymałem się na skrzydle. Mira rzuciła mi linę i z kilkoma złamanymi żebrami dokulałem się do śluzy, ale było ciepło.
A więc odlecieliśmy.
A więc do rzeczy.
Była sobie kopalnia, kopiąca zasadniczo 2 rudy: A (common), B (uncommon)
2 tygodnie temu, dokopali się do lepszego zloża rudy B, cu jż zwiekszyło wartość kopalni. Kilka dni póżniej, znaleźli tam Beskar (ultra rare). Miejscowy geolog, z pochodzenia Mandalorianin z pewnością zakumał co jest grane i niewykluczone, że kogoś poinformował. Teraz mamy 2 opcje.
Bóg Wirus przechwycił komunikację albo Bóg Wirus to Mandalorianie.
Tak czy inaczej, wysłał na miejsce ekipę. Ekipa przejęła miejscowe droidy, wybiła żywych i sabotowała wiatrochron, żeby placówka sama się rozpadła.
Imponująca szybkość reakcji.
Interesujące jest natomiast, że nie przejęli placówki i nie odprowadzili wydobycia, tylko ją zniszczyli. Interesujące jest tu pytanie o motyw.
Ktoś nie chce dopuścić, żeby na rynku pojawił się Beskar?
Ktoś chce kontrolować cały beskar na rynku? (patrz kolekcjoner mandaloriańskiej broni z Beskaru).
Spekulacja nastawiona na wzrost wartości?
Jakaś nowa technologia wymagająca Beskaru albo nań wrażliwa?
Benbuu jest więc właścicielem ruin kopalni, którą potencjalnie opłaca mu się odbudować. O czym nie wie. Tą informację warto mu sprzedać. Próbki materiału, które mamy w ładowni dostarczone do imperialnego urzędu na 100% spowodują przejęcie kopalni przez Imperium. Warto też podzielić się informacją z Calabonem. Być może Mandalorian też interesuje ich do tej pory ekskluzywny minerał. Gdyby nie to, że ich księżyce i tak sa okupowane przez Imperium, powiedziałbym, że są głównym podejżanym w temacie sabotażu kopalni.
Mamy coś ponad 10kk. Plus minimum 5 za dostarczenie próbek Impom a mam nadzieję więcej za informacje górnicze.
Jestem zwolennikiem trzymania 5kk na czarną godzinę braku paliwa albo jakiejś głupiej awarii czy generalnie w temacie kosztów lądowisk itp., ale na chwilę obecną uważam, że minimum 10kk jest do wydania na sprzęt. Mira potrzebuje kompa, Rig pancerza i giwery, ja pancerza. Pilnie.
Jesli ja kupię pancerz, mój aktualny (soak 2) jest do wzięcia, więc Rig mógłby się chwilowo skupić na giwerze.
Co nawiasem mówiąc powoduje, że planeta na której się zatrzymamy, powinna być cokolwiek cywilizowana. Zaparkować możemy na miejscowej wsi, żeby ciąć koszty i nie zwracać uwagi, ale miasto w okolicy się przyda.

View
Epizod 2.2 Mira
Czego można się dokopać w kopalni

Telos opuszczaliśmy w pośpiechu. Niespodziewana inspekcja Imperium uniemożliwiła nam napawanie się rozkoszami cywilizacji. Niemniej współpraca z Calabonem Henn, mandaloriańskim przedstawicielem Ministerstwa Sztuki (jasne:)) zapowiada się obiecująco. Statek … no cóż. Wiecie co mówią o nowych modelach. Awaria za awarią, wycieki, przecieki i ogólna rozpacz. Nic z tych rzeczy!!! Działa jak marzenie. I jest szybki, naprawdę szybki… oraz drogi w utrzymaniu. Zapoznanie się z cennikami opłat portowych i wyposażenia postawiło nam odpowiednio rogi, włosy i macki na głowie. Dlatego bez większego zastanowienia, czego Keyan nie omieszkał wypomnieć, przyjęłam zlecenie od Benbuu, naszego znajomego, niebieskiego gangstera z Ord Radama.
Mieliśmy ściągnąć należność od należącej do niego kopalni znajdującej się na planecie pośrodku nie zaznaczonego nawet na mapach układu gwiezdnego. Zadupie wszechświata to mało powiedziane. Atmosferę planety podręczniki określają jako „pierwotna” Oznacza to niezdatna do życia, a konkretniej zabójcza w sekundę. Siarka w postaci gazu, siarka w postaci deszczu i chodziło się w większości pewnie też po siarce. Z kopalnią kontakt udało się nawiązać dopiero po wylądowaniu. Odezwał się droid administracyjny. Skanowanie nie wykryło żadnych istot żywych. Zakłócenia były ogromne, nad nami szalała burza. Na sąsiednim lądowisku stał tylko jeden statek transportowy typu cargo.
Pewnie na skutek odkrycia na Ord Radama wirusa komputerowego modyfikującego osobowość robotów i powiązaniu tego faktu z dziwnej treści opowieściami napływającymi z całej galaktyki, o buntujących się droidach, mieliśmy wszyscy skojarzenie dość jednoznaczne. Nie pomyliliśmy się.
Już w pierwszym pomieszczeniu natknęliśmy się na zwłoki. Trójka górników siedziała przy stoliku w mesie. Na tyle długo by ich samych i spożywany posiłek zdążyła pokryć pleśń. Kira podejrzewała otrucie lub uduszenie. Najbardziej mrożącym krew w żyłach widokiem był niczego nieświadomy robot kelner, który beztrosko kręcił się dookoła, sprzątał sąsiednie stoliki i proponował nam posiłek. Dalej było tylko gorzej. Można by powiedzieć, że napotykaliśmy na trupa w każdej szafie.
Na spotkanie wyszedł nam robot administrujący kopalnią. Zdawał się dziwnie oderwany od rzeczywistości. Ktoś ewidentnie namieszał mu w oprogramowaniu i zamontował na plecach dwa ograniczniki. Nie rozpoznawał w znalezionych ciałach pracowników kopalni. W ogóle nie identyfikował ich jako zwłoki lecz chyba jako…bagaż? Miał też zaburzone poczucie czasu. Zgadzał się że wydarzyła się awaria, ale dopiero parę godzin temu, załoga ukryła się pod ziemią i w ogóle wszystko jest pod kontrolą.
Usłyszeliśmy jak odebrał meldunek od droida naprawczego. Osłony kopalni były uszkodzone, bariera burzowa działała jedynie na 50%.
Zażądałam dostępu do głównego terminala. Od Benbuu miałam potrzebną autoryzację. Przez moment odniosłam wrażenie, że droid zarządca jednak będzie skłonny do współpracy. Nic bardziej mylnego. Odwrócił się i ruszył w moją stronę, uderzając masą prawie 200 kg metalu. Kiepsko by się to skończyło, na szczęście Keyan zdążył skutecznie zareagować.
Po dostaniu się do terminalu postarałam się przede wszystkim ustalić, kiedy zginęli ludzie. Ściągnęłam listę załogi i wyizolowałam ostatnie wpisy dokonane przez organicznych jej członków. Miały miejsce 29 dni temu. Później zaczęłam przeglądać zapisy z kamer. Wszystko odbyło się mniej więcej tak jak podejrzewaliśmy. Górnicy w mesie zostali otruci przez cook droida, pozostali zginęli zastrzeleni lub staranowani przez B1. Kopalnia miała je na stanie jako roboty wydobywcze. No cóż…
Sprawdziłam rejestr lądujących statków. Okazało się, że przed nami wylądował statek cargo z zapasami. Widzieliśmy go, stał na sąsiednim lądowisku. A wcześniej wylądował statek typu Inspect, którego ładunkiem były droidy. Data przylotu frachtowca Inspect była zbieżna z masakrą jaka miała miejsce w kopalni. Udało mi się pozyskać nagranie z lądowiska. Niewyraźna postać, która wysiadła ze statku, nagrała się później w mesie tuż przed tym jak robot kelner otruł swoich klientów.
W czasie gdy bawiłam się w detektywa Keyan pracował nad zabezpieczaniem zasobów. W końcu przylecieliśmy tu po to, by ściągnąć z kopani kasę należną jej właścicielowi. Faleenowie potrafią chyba wywęszyć kredyty przez ścianę, w każdym razie Keyan potrafi. Znalazł sejf ukryty pod logiem kopalni „Minetech. Corp i zaczął się do niego dobierać. Niefortunnie logo znajdowało się nad terminalem. Było nam obojgu niewygodnie. Zdecydowaliśmy, że ja zajmę się otwieraniem sejfu, a on pomoże Rigowi w ładowni. Za chwilę rozległy się tam strzały. Chłopcy wreszcie mieli zajęcie.
Nadszedł meldunek od robota naprawczego, że osłona burzowa ledwo trzyma. Przechwyciłam też sygnał wysłany z zewnątrz (przez FU8D3) nakazujący robotowi kontynuację niszczenia osłony oraz polecenie przygotowania statku do odlotu. Pewnie chodziło o Cargo. Nieuchronnie nadchodziła pora ewakuacji.
Udało mi się otworzyć sejf. Nie było czasu na finezję więc nie przejęłam się wyjącym alarmem. W środku znajdowało się sporo skrzynek z kredytami i jakieś dokumenty. Zawołałam do Kiry i chłopaków by podesłali jakiś transporter repulsorowy. Sądząc z odgłosów dużo się u nich działo. Keyan jednak wie gdzie leżą priorytety. Załadowałam zawartość sejfu na repulsor, przykryłam szczątkami droida zarządcy i ruszyłam grzać silniki Nocnego Wędrowca.
Po otwarciu zewnętrznej grodzi uderzył we mnie huragan o zapachu posutych jaj, zobaczyłam też droida grzebiącego koło naszego statku. Osłony rzeczywiście ledwo trzymały. Platforma lądowiska zaczęła się przekrzywiać. Widać było, że za chwilę wszystko się rozpadnie. Zawołałam do załogi by się pospieszyli. Droid zniknął gdzieś w żółtym pyle. Za chwilę wyminął mnie Rig. Wskoczył do statku i niemal w momencie usłyszałam szum uruchamianych silników. Dobiegła Kira taszcząc wypełniony czymś repulsor. Siła wiatru zbijała z nóg. Połączyłyśmy skrzynie i podtrzymując się nawzajem jakoś pokonałyśmy otwór śluzy. W tym momencie lądowisko przestało istnieć. Przez chwilę byłam pewna że my też runiemy w dół . Jednak statek unosił się niemal nieruchomo przed otwartą grodzią kopalni. Nie do uwierzenia w tych warunkach. Trzeba przyznać że Rig jest niesamowitym pilotem. Rozejrzałam się, nie było Keyana. Jego sylwetka majaczyła w wejściu. Rig podleciał najbliżej jak mógł balansując pod skalnym nawisem. Pobiegłam otworzyć górną śluzę. Keyan skoczył, ale podmuch zepchnął go w stronę silnika. Ledwo zdołał złapać się rzuconej mu liny zabezpieczającej. Wyciągarka z trudnością poradziła sobie z jego ciężarem i siłą wiatru. Klął i mamrotał coś o próbce. Musiał porzucić ładunek,a drugą częścią zlecenia Benbu było dostarczenie próbki z kopalni do laboratorium na Calaberi. Na szczęście próbka okazała się być w ładunku transportowanym przez Kirę.
Wydostaliśmy się na orbitę. Zaczęliśmy sprawdzać statek pod kątem możliwych uszkodzeń. Był niemal nietknięty, jedynie osłony wymagały drobnej kalibracji. Pamiętając o droidzie majstrującym przy poszyciu wydało mi się to dziwne. Przeskanowaliśmy wszystko dokładnie i znaleźliśmy drania doczepionego do statku koło silników. Keyan go zdezaktywował, tym razem subtelnie, więc będę miała więcej próbek do badania wirusa.
Kredytów z sejfu było 125 tysięcy. Niewiele, zważywszy że dla Benbuu będziemy musieli odpalić 120. Za to dokumenty wydają się być rozwojowe. Wynika z nich, że jakieś pół miesiąca przed wydarzeniami w kopalni nastąpił gwałtowny wzrost wydobycia bizimium wykorzystywanego do produkcji kryształów pamięci. Najciekawszym jednak jest to, że po dniu masakry wydobycie jest kontynuowane. Pojawia się nowy pierwiastek beskar. W śladowych ilościach, ale… Do tej pory sądzono, że beskar występuje tylko w układzie Mandalore. A był on wykorzystywany do produkcji mandaloriańskich mieczy, a mandalorianskie miecze stały się ostatnio najbardziej poszukiwanym towarem na czarnym rynku. Czyżby Kolekcjoner i twórca wirusa to jedna osoba? Czy to on był tą niewyraźną postacią która wysiadła z fregaty Inspect? Co mógłby mieć wspólnego wirus i pierwiastek beskar? Albo wirus i bizimium? Jaki jest cel wirusa? Do tej pory udało mi się stwierdzić, że wpływ na zachowanie robotów to zaledwie pierwszy etap jego aktywności. Wydaje mi się że po osiągnięciu pewnej masy krytycznej zainfekowanych droidów, wirus przechodzi do kolejnego etapu swojej ewolucji. Co nim może być? Podejrzewam stworzenie wspólnej inteligencji na kształt roju czy mrowiska, lecz mam zbyt mało próbek by stwierdzić czy o to chodzi. Czemu to ma służyć. Do czego dąży twórca?
Dużo pytań. Informacja o beskarze na pewno będzie miała wymierną wartość dla Calabona (chyba że to on jest kolekcjonerem). Myślę też że Benbuu powinien zrezygnować z dostarczenia próbki pierwiastków z kopalni na Calaberii. W każdym razie ja jej tam nie zawiozę. Nie chcę mieć do czynienia z Imperium.

View
Epizod 2.2 Rig Athatt
Kopalnia

Wylądowaliśmy, jakiś droid skontaktował się z nami by spytać o cel lądowania i takie tam, podaliśmy mu kody, które dostaliśmy od Benbuu, bez żadnych komplikacji… na razie.

Jako iż atmosfera nie była zdatna do oddychania to wyszliśmy ze statku i skierowaliśmy się do wejścia do kopalni. Nikt nie wyszedł nam na spotkanie, to było dziwne biorąc pod uwagę cel naszej wizyty, dla pewności mieliśmy broń w pogotowiu. Rozdzieliliśmy się, ja z Kirą przeszukaliśmy kantynę, a Mira z Keyanem przeszukali pokój rekreacyjny czy coś takiego.
W kantynie, przy pierwszym stoliku siedziały trzy trupy z gardłami spuchniętymi jakby ktoś ich udusił. Na zapleczu spodziewaliśmy się więcej trupów, ale ku naszemu zdziwieniu żadnych tam nie było. Mira z Keyanem mieli się nieco gorzej, jak tylko otworzyli drzwi spadł na nich trandoshianin z kilkunastoma dziurami w korpusie po blasterach. Przeszukali resztę pomieszczenia, w trzech schowkach znaleźli trzy martwe ciała, i kolejnego tranoshianina siedzącego na ławce, miał całą klatkę piersiową podziurawioną jak sito. W jednym z kostiumów kosmicznych znaleźli zmumifikowanego człowieka. Zmierzaliśmy w kierunku pokoi dla personelu, gdy nagle z korytarza wyszedł droid administracyjny. Keyan zaczął z nim gadać, Keyan i Mira poszli za nim do apartamentu szefa placówki. Ja z Kirą zostaliśmy i zaczęliśmy przeszukiwać pokoje. Większość była pusta, ale w jednym znaleźliśmy osiem ciał idealnie ułożonych na łóżkach. W następnym gdy tylko otworzyliśmy drzwi spadła na nas puszka z gazem. Zamknęliśmy szybko drzwi.

W tym samym czasie Keyan i Mira gadali z droidem, który uznał że to on jest zarządcą placówki i że nie zalegają z żadnymi opłatami. Żeby to sprawdzić postanowili zajrzeć do terminala, droid im pozwolił. Gdy już mieli go użyć rozległ się alarm: OSŁONA KOMPLEKSU 60% WYMAGANA NAPRAWA.

Zaraz potem droid rzucił się z całym swoim impetem na Mirę. Na szczęście zanim zdążył on zmienić Mirę w kwaśne jabłko, Keyan odstrzelił mu łeb. Na odgłosy walki ja z Kirą szybko podbiegliśmy do nich. Ale nie było po co. Przeszukaliśmy ostatnie pokoje, a Mira zaczęła grzebać w terminalu Keyan natomiast zaczął szukać ukrytego sejfu. Ostatecznie go znalazł, pokazał Mirzę i kazał go otworzyć. Kira została z Mirą by ją osłaniać, a ja z Keyanem poszliśmy dalej. W sali przeładunkowej stały dwa droido-wózki widłowe. Keyan rozkręcił pierwszego z nich, ale zrobił to na tyle nie uważnie że drugi się spostrzegł i się włączył. Wystrzeliłem w jego stronę pół magazynka strzałów, ale go ledwo drasnęło. Przygniótł mnie do ściany swoimi widłami i rozwalił mi w ten sposób zbroję. Czyżby zaczęła się klątwa psującego się sprzętu… oby nie. Ale skoncentrował się na mnie na tyle że Keyan mógł rozkręcić płytę pancerza i wystrzelić w tą dziurę serię z pistoletu. To wystarczyło.

W tym czasie Mira wyciągnęła skrzynię z sejfu. Była pełna kasy. W terenie przeładunkowym znaleźliśmy próbkę skał, które Benbuu chciał żebyśmy przekazali jakiemuś centrum badawczemu w światach centralnych. Mira zaczęła pchać w stronę statku obie skrzynie.
Do tego momentu osłony kopalni się trzymały ale właśnie padły i placówka powoli zaczęła się rozpadać.

Nagle ze statku stojącego na lądowisku B wybiegło sześć B1 batledroidów i kolejny droid nadzorca. Wyszła z tego niezła strzelanina ale szybko się ich pozbyliśmy oprócz tego z tej grupki wyjechał astromech, ale go rozwaliłem. Oczywiście żaden z battledroidów nie miał karabinu. Miał taki tylko droid nadzorca. Ale ten spadł dwieście metrów w dół razem z platformą B. Ja z Kirą biegliśmy w stronę “Wędrowca”, a Keyan zauważył skrzynię ze złomem
i po nią poszedł. Gdy Mira była już prawię na statku zobaczyła droida próbującego dostać się na nasz statek. Wycofała się do śluzy. Chwilę potem nadbiegłem ja i Kira. Zaczęliśmy przesuwać się w stronę statku. Droid zniknął. Odpaliłem wędrowca, a Mira i Kira wbiegły do niego w ostatnim momencie. Chwilę potem platforma runęła w dół. Zbliżyłem się do śluzy by Keyan mógł skoczyć. Skoczyć, skoczył ale wylądował na krawędzi. Gdyby nie to że idealnie ustabilizowałem zawis, a Mira nie rzuciła Keyanowi linki, spadł by w przepaść.

Odlecieliśmy z planety na orbitę. Próbowaliśmy się skontaktować z Benbuu, bez rezultatu.
Calabon odpowiedział, ale mówił że nie ma czasu na gadanie i nie ma bezpiecznego łącza więc się rozłączyliśmy. W skrzyni było dokładnie 125 tysięcy 560 kredytów. Według danych z terminala w próbce znajdował się rzadki materiał. Zajęci tym zapomnieli całkowicie o droidzie, który jak się okazało przyczepił się do silnika. Keyan bez trudu go zdjął. Mira wzięła się też za badanie wirusa, ale wiele więcej od tego że zrobił go jakiś geniusz się nie dowiedziała.

Całkiem nieźle jak na dzień roboty, pięć tysięcy kredytów do przodu i sporo nowych informacji. Poprawka: wcale nie tak dobry dzień w końcu straciłem świetny pancerz…

PS: Zanim Mira nie stworzy działającego w 100% antywirusa nie podłączajcie droida do statku.

View
Propozycje ulepszeń "Nocnego Wędrowca"

Update planu zakupów:
- quad laser canon w wieżyczce na górze kadłuba 1 HP
- ulepszone osłony 2 HP

No i tu mamy problem bo zostały jeszcze 2 HP, a przydało by się jeszcze domontować jakąś broń, komputer celowniczy i nightshadow cloaking, starczy energii statku tylko na 2 ulepszenia z tych co podałem przed chwilą.

jeżeli bym coś mógł zasugerować to lepiej zrezygnować z komputera celowniczego i zamontować cloaking i więcej broni. W końcu Rig też chce sobie postrzelać.

View
Epizod 2.1 Keyan Caballa

Dzień poprzedni skończył się słabo. Mira znowu dobierała się do droida, więc prewencyjnie przestrzeliłem mu mózg. Bez wyrzutów sumienia. Wcześniej mówiłem i tłumaczyłem. Po fakcie się dowiedziałem, że jakiś wirus i coś dziwnego a w ogóle to głębsza intryga.

To było tak sztampowe, że aż zabawne. Zasadniczo wszyscy slicerzy to bufony. Żyją w swoim własnym świecie matryc, procedur, apletów, splotów i innych takich. Są przekonani, że gadanie do kogoś spoza ich świata to zasadniczo marnowanie powietrza, bo nikt ich nie zrozumie. I zasadniczo, najczęściej mają rację, więc ciężko się ich strasznie czepiać za tą bufonadę. Niemniej ubocznym efektem tego zjawiska są sytuacje, w których „zapominają” przekazać dalej kluczowych informacji , które zdobyli, co nie sprawdza się w pracy zespołowej. Przystosuje się. Togruta podobno sprawdzają się w pracy zespołowej, więc mam wiarę.

Chenzu nie miał dobrych wiadomości. Brat Kiry na Saki u jakiegoś Hutta. Info o kolekcjonerze żadnego. Przehandlowaliśmy go za garść kredytów i kawałek elektroniki.
Nowy dzień zaczął się lepiej. Co prawda bez sensu straciliśmy kasę na kwatery na mieście, ale jednak dostaliśmy statek. W użytkowanie. Cyrograf podpisany, ale co tam. Kilka lat bycia nieco mniej wolnym strzelcem w zamian za prawdopodobnie stały dopływ zleceń, jakąś tam protekcję i statek… Deal jest ok.

Nocny Wędrowiec, trzeba przyznać coś w sobie ma. I nie mam tu na myśli reaktora i silników, choć są warte wspomnienia. Nie mam tu też na myśli uzbrojenia, bo tego akurat nie ma. Ma charakter. I jest dość mały, żeby zaparkować w odpowiednio przerobionym Gozanti, jak się go kiedyś dorobimy.

Dzień raczej roboczy. Papiery, sprawdzanie statku itp. Po południu mieliśmy umówioną kolację, więc znowu zmarnowaliśmy kupę kasy na jakieś ciuchy. No może nie zmarnowaliśmy, ciuchy mogą się przydać, ale kolacja nie wyszła. Calabon dostał cynk, że robi się zadyma, więc pożegnaliśmy się z ostatnim prawdziwym posiłkiem przed tygodniami jedzenia pasty z dystrybutora. Zgubiliśmy ogon i do statku. W stoczni faktycznie zaczynała się zadyma. Imperialni już rozbijali się przed biurem.

Trzeba się było sprężać. Rig odpalał statek, Mira wcinała się do miejscowej bazy danych a ja starałem się pogłębić zamieszanie. Startowaliśmy nieco agresywnie, na kilka minut przed wprowadzeniem zakazu lotów. Oczywiście agresywny start musiał ściągnąć na nas uwagę służby celnej. W akcie desperacji rozjechałem stabilizator wiązki protonowej reaktora. Był nowiutki, więc to wytrzymał, ale miałem nadzieję, że jego sygnatura energetyczna rozreguluje się na tyle, żeby zniechęcić Imperiali do zbliżania się. Podziałało. Na tyle, że dolecieliśmy do punktu skoku i tyle nas widzieli.

Polecieliśmy. Wykonać proste zlecenie od Benbu, które jestem przekonany, że będę musiał renegocjować, bo nasza wesoła załoga w akcie desperacji zgodziła się na wszystko. Zebrać haracz z kopalni, dobre sobie..

Tematy otwarte:
1. Kolekcjoner.
Jedyna opcja na dzień dzisiejszy to zapuścić wici wśród znajomych wszelakich i zobaczyć, czy ktoś coś wie.
2. Mandalore i zadyma w stoczni.
Calabon przypadkiem znalazł się na trasie Imperialnego walca, czy Imperium się nim interesuje, czy też interesuje się nami?
3. Droidy.
O co chodzi?

View
Epizod 02 Historia przemytnika
Z historii zewnętrznych rubieży

A tatko mi mówił. Nigdy nie rób interesów z Huttami. A teraz w całej okazałości miałem tego gada na lądowisku. Nie zrozumcie mnie źle. Miałem szacunek do staruszka chociaż jego doświadczenie życiowe ograniczało się do znajomości lokalnego kosmoportu i kilku barów osady w których podawano tylko podłego wysokoprocentowego sikacza pędzonego z pędów batakortu. A ja zwyczajnie od kilku dni byłem głodny. I za dużo opcji nie miałem. Musiałem się pojawić przy statku.
Obok Hanzi Hutta tej rozległej fioletowej glisty stał równie oślizgły fioletowy Twilek. Tylko oczy miał inne. Nie złośliwe ale wredne. Takie zimne i podłe. Równie podłe i zimne jak blastery trzymane w rękach czterech towarzyszących mu Trandoshian.
Mrówki przeleciały mi po plecach.
“Witam Waszą ekscelencję” – zagadnąłem miło. – “Co mogę dla Waszej Wspaniałości zrobić?”
“Widzę, że masz nowy statek, Veir. Pojemny. Nada się. Potrzebuję byś przewiózł dla mnie… eee… kilku kolonistów.”
Kolonistów? Jaja se ze mnie robi?
Ale… – i to było ostatnie moje słowo sprzeciwu. Nie wiem kto wymyślił bicz neuronowy, ale powinni faceta wykończyć zanim się narodził. Usłyszałem tylko lekki świst, potem mi pociemniało od bólu. Tłukli mnie przez dobrą chwilę, no a potem się zgodziłem. Zanim odpłynąłem w ciemność widziałem jeszcze przez mgłę oczy tatka jak kiwa smutno głową.
No i miałem swoją niezależność. Miałem robić za przemytnika najbardziej podłego towaru i to w dodatku w asyście przyzwoitek.
Nigdy nie rób interesów z Huttem. Chyba że go potem wykończysz. Ale to nie takie łatwe.


Guripi Tuss był człowiekiem Hanzi Hutta. Nigdy nie przypuszczałem że na pokładzie będę miał tak obrzydliwego typa. Wypranego z uczuć i moralności. Był chudy, dziobaty, permanentnie opowiadał obleśne dowcipy i panoszył się na moim statku. Zawsze w asyście ochroniarza.
Wystartowałem gdy tylko ich wprowadzili. Tuss wraz z pozostałymi pozostał w ładowni. Miał swoją chwilę. Segregował i wybierał ładniejsze “okazy” – jak je nazywał.
Teraz czekała mnie robota. Wiecie co było najgorsze. Że Imperialni mnie przepuścili jak tylko Tuss podał jakiś kod. Takie buty. Hutt miał układ z Imperium.
Przeleciałem do boi nawigacyjnej przy trzeciej planecie Radamy po czym wprowadziłem parametry do skoku. Przez moment miałem na trawersie patrol Tie’ów. Eskorta.
Koordynaty miałem przygotowane od wczoraj wieczora, gdy podjęliśmy decyzję zamknięci w kajucie. “Jesteś pewny?” – cicho zapytał Orri. Byliśmy sami w kokpicie. Właśnie przekonfigurował systemy statku.
“Dobrze wiesz, że to jedyne wyjście”
“Wiem” westchnął. “Ale to podróż w jedną stronę.”
“Przecież wiesz jakby się to dla nas skończyło”
Nie powiedział nic więcej. A potem skoczyłem. Odpiąłem zmęczonym ruchem pasy i wstałem. Poruszyłem wolno ramionami. Miałem mięśnie napięte jak na egzaminie. Ten skok miał być bardzo krótki.
“Powiedz kiedy?”
“Zaczynaj.”
Przełączył kilka przycisków. I blokada drzwi od kokpitu puściła. Ze schowka przy fotelu pilota wyjąłem kilka okrągłych przedmiotów.


Wszedłem do ładowni, gdy zabawa trwała w najlepsze.
W kącie w klatkach ściśnięci niemiłosiernie stało kilkunastu niewolników. Jakaś Devlikanka z dzieckiem patrzyła się na mnie przerażonym wzrokiem.
Ludzie Tussa stali wokół prowizorycznej leżanki i rechocząc trzymali jakąś dziewczynę za ręce. Tuss z opuszczonymi spodniami nachylał się właśnie nad nią, gdy mnie zobaczył. Otworzył oczy ze zdumienia i..
Poturlałem kondensatory prosto pod nich. Rozległ się huk. Wyszliśmy z nadprzestrzeni prosto w mgławicę jonową
Światło zgasło a wzmocniony przez różnicę potencjałów eksplodujący kondensator rozświetlił na moment wnętrze. Oberwałem mocno. Ale nie straciłem przytomności. Nie to co oni. Ale o to chodziło.
Po chwili było po wszystkim. Ze statkiem niemal też.


Śluza powietrzna była … przepełniona. Leżeli tam wszyscy włącznie z Tussem.
Patrzyłem przez wizjer dźwiękoszczelnej śluzy jak wrzeszczy do mnie. Oczy nabiegły mu krwią a z ust pryskała ślina. Niestety elektrykę szlak trafił i komunikacji ze śluzą nie było. A chciałem przez chwilę posłuchać jego krzyków. Cóż. Nie można mieć wszystkiego. Przekręciłem tłok hydrauliki i po chwili wywiało ich w pustkę.


Opadłem na fotel. Lecieliśmy od dwóch dni w kierunku niewielkiego księżyca jeżeli w miarę kontrolowany dryf można nazwać lotem. Liczyłem na swój łut szczęścia. Nie zawiodłem się. Po dwóch dniach przejęła nas korweta Palinssów.
Mogło być tylko gorzej. Ale jedno było pewne. Nienawidzili i Imperium i Huttów.
Problem w tym, że w tym układzie sporo sobie wcześniej nagrabiłem….

CDN.

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.