A Bit of Both...

Epizod 2.1 Keyan Caballa

Dzień poprzedni skończył się słabo. Mira znowu dobierała się do droida, więc prewencyjnie przestrzeliłem mu mózg. Bez wyrzutów sumienia. Wcześniej mówiłem i tłumaczyłem. Po fakcie się dowiedziałem, że jakiś wirus i coś dziwnego a w ogóle to głębsza intryga.

To było tak sztampowe, że aż zabawne. Zasadniczo wszyscy slicerzy to bufony. Żyją w swoim własnym świecie matryc, procedur, apletów, splotów i innych takich. Są przekonani, że gadanie do kogoś spoza ich świata to zasadniczo marnowanie powietrza, bo nikt ich nie zrozumie. I zasadniczo, najczęściej mają rację, więc ciężko się ich strasznie czepiać za tą bufonadę. Niemniej ubocznym efektem tego zjawiska są sytuacje, w których „zapominają” przekazać dalej kluczowych informacji , które zdobyli, co nie sprawdza się w pracy zespołowej. Przystosuje się. Togruta podobno sprawdzają się w pracy zespołowej, więc mam wiarę.

Chenzu nie miał dobrych wiadomości. Brat Kiry na Saki u jakiegoś Hutta. Info o kolekcjonerze żadnego. Przehandlowaliśmy go za garść kredytów i kawałek elektroniki.
Nowy dzień zaczął się lepiej. Co prawda bez sensu straciliśmy kasę na kwatery na mieście, ale jednak dostaliśmy statek. W użytkowanie. Cyrograf podpisany, ale co tam. Kilka lat bycia nieco mniej wolnym strzelcem w zamian za prawdopodobnie stały dopływ zleceń, jakąś tam protekcję i statek… Deal jest ok.

Nocny Wędrowiec, trzeba przyznać coś w sobie ma. I nie mam tu na myśli reaktora i silników, choć są warte wspomnienia. Nie mam tu też na myśli uzbrojenia, bo tego akurat nie ma. Ma charakter. I jest dość mały, żeby zaparkować w odpowiednio przerobionym Gozanti, jak się go kiedyś dorobimy.

Dzień raczej roboczy. Papiery, sprawdzanie statku itp. Po południu mieliśmy umówioną kolację, więc znowu zmarnowaliśmy kupę kasy na jakieś ciuchy. No może nie zmarnowaliśmy, ciuchy mogą się przydać, ale kolacja nie wyszła. Calabon dostał cynk, że robi się zadyma, więc pożegnaliśmy się z ostatnim prawdziwym posiłkiem przed tygodniami jedzenia pasty z dystrybutora. Zgubiliśmy ogon i do statku. W stoczni faktycznie zaczynała się zadyma. Imperialni już rozbijali się przed biurem.

Trzeba się było sprężać. Rig odpalał statek, Mira wcinała się do miejscowej bazy danych a ja starałem się pogłębić zamieszanie. Startowaliśmy nieco agresywnie, na kilka minut przed wprowadzeniem zakazu lotów. Oczywiście agresywny start musiał ściągnąć na nas uwagę służby celnej. W akcie desperacji rozjechałem stabilizator wiązki protonowej reaktora. Był nowiutki, więc to wytrzymał, ale miałem nadzieję, że jego sygnatura energetyczna rozreguluje się na tyle, żeby zniechęcić Imperiali do zbliżania się. Podziałało. Na tyle, że dolecieliśmy do punktu skoku i tyle nas widzieli.

Polecieliśmy. Wykonać proste zlecenie od Benbu, które jestem przekonany, że będę musiał renegocjować, bo nasza wesoła załoga w akcie desperacji zgodziła się na wszystko. Zebrać haracz z kopalni, dobre sobie..

Tematy otwarte:
1. Kolekcjoner.
Jedyna opcja na dzień dzisiejszy to zapuścić wici wśród znajomych wszelakich i zobaczyć, czy ktoś coś wie.
2. Mandalore i zadyma w stoczni.
Calabon przypadkiem znalazł się na trasie Imperialnego walca, czy Imperium się nim interesuje, czy też interesuje się nami?
3. Droidy.
O co chodzi?

Comments

Drogi Keyanie
Trudno podzielić się informacją, którą właśnie się pozyskuje. Trudno też pozyskać jakąkolwiek informację gdy ktoś niszczy niezbędne do tego narzędzie.
Każdy ma swoje sposoby. Jedni wolą wyławiać dane płynące w informatycznych systemach, zamrożone w matrycach i wypełniające pustkę wewnątrz atomów. Ta metoda wymaga pewnego rodzaju precyzji i w dużej mierze angażuje umysł. Trudno jednocześnie prowadzić dowcipną konwersację i wyjaśniać co właśnie się robi.
Inni preferują bezpośrednie działanie: Odrobina tortur i facet na pewno coś powie.
Nie wątpię w skuteczność drugiej metody, nie krytykuję, ale mam opory by się przyłączyć. Jeżeli to masz na myśli jako działanie w zespole to mówię nie.
Natomiast jeżeli chcesz wykorzystać moje zdolności to postaraj się im nie przeszkadzać. Chyba nie miałeś nic do zarzucenia moim kompetencjom podczas nalotu na rezydencję Chenzu.

Epizod 2.1 Keyan Caballa
 

W kwestii droidów ktoś napisał wirusa, który determinuje ich zachowanie. Nie przejmuje w całości ,nie wymusza określonego działania w sposób gwałtowny, a jedyni subtelnie popycha. Narzuca system cech takich jak poczucie własnej indywidualności i chęć jej zachowania, czy pragnienie określenia sensu istnienia. Jednym słowem tworzy trend, który w drugim etapie prowadzi to do potrzeby znalezienia własnej religii.
I tutaj jej zaczątki poprzez wirusa są też aktywowane. Znalazłam w pamięci fragmenty modlitw adresowanych do kogoś lub czegoś. Stąd wniosek że jakiś szaleniec pragnie być uznanym przez droidy za boga. Wydaje się też że wirus modyfikuje wspomnienia tak by zgadzały się z jego prirytetami.
Nie wiem jak roznosi się wirus. Przypuszczam że zainfekowane droidy zostały rozesłane kilka lat temu po planetach Imperium. Następnie jakiś sygnał spowodował ich aktywację. Teraz wirus jest przekazywany między droidami. Nie wierzę by przemieszczał się przez sieć, paradoksalnie to ułatwiło by jego zablokowanie.

Epizod 2.1 Keyan Caballa
Rosomak Bohun

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.