A Bit of Both...

Epizod 1.4. Keyan Caballa

Czasem w życiu trzeba mieć farta. Albo instynkt. Albo los odpłaca się za dobre uczynki…. nieeee, raczej fart.

Zawróciliśmy po Durosa. Nie, żebym poczuł się źle wiedząc, że trafił do imperialnej paki. Po prostu nie chciałem, żeby śpiewał. Świeże powietrze w naszym nowym cabrio oprzytomniło dziewczyny, więc widząc 3 kolesi przy naszym Spenderze po prostu wjechałem w środek grupy. Jeden odskoczył, drugi nie. Zaparkowałem niezbyt profesjonalnie w jakiejś kupie śmieci i wyskoczyłem za osłonę ich pojazdu. To nie byli Imperialni. Dwójka była przebrana za Imperiali a jeden, chyba jakiś łowca, nawet się nie silił. Wymieniłem kilka strzałów z łowcą, a dziewczyny zdjęły przebierańca. Gość próbował się chyba ewakuować, ale dostał się w krzyżowy ogień i tak już został.

hdspecial.jpgJa też zostałem……… Merr-Sonn APS ‘Shyrack’. Ostatnim razem, żeby go kupić musiałem 2 tygodnie lecieć na Nar Shadda. A teraz leży sobie i czeka, żeby go podnieść.. No więc podniosłem, razem z resztą dobrodziejstw, wrzuciłem do Speedera i odjechaliśmy. Jakiś Airspeeder gonił nas i próbował ostrzelać, ale udało nam się go zgubić. Co dało nam chwilę spokoju, żeby ogarnąć to co było na pace. Aaa tak, leżący na ziemi Shyrack to nie była jedyna niespodzianka tego dnia. Na pace zdobycznego Airspeedera sidział sobie Rig. Brak konieczności szturmowania imperialnego aresztu śledczego zdecydowanie zaliczyłbym na plus. Ponadto, na pace siedział też Benbu. Zdecydowanie i absolutnie, decyzja by wrócić po Durosa była najlepszym pomysłem, na jaki wpadłem od czasu kopalni.

Benbu, okazał się gościem z dojściami. Potencjalnym pracodawcą, potencjalnym klientem na miecze, ale przede wszystkim potencjalnym źródłem informacji o bracie Kiry. Dał się poznać jako osobnik, któremu nie chce się wchodzić w drogę. Taki koleś co to torturuje dla relaksu bardziej, niż dla uzyskania informacji. Czyli zasadniczo, jak już wchodzić mu w drogę, to lepiej od razu terminalnie. Tak na wszelki wypadek. Niemniej, na chwilę obecną, jest potencjalnym pracodawcą, więc spoko.

Tymczasem, skontaktował się również Calabon. Nasz ulubiony Mandalorianin, ksywa „ciacho” zgodnie z przewidywaniami przebił ofertę na miecze. Nie tylko finansowo. Oczywiście, 150k +statek to o niebo lepiej, niż 150k. Ale ponadto, praca „niezależnego wykonawcy” jakiegoś rządu planetarnego wydaje się być znacznie bardziej przyszłościowa niż „expendables” dla gościa z ewidentnymi problemami z kontrolą gniewu. A więc, Jako Niezależni Wykonawcy będziemy szukać kolekcjonera broni dla rządu Mandalore. Nie powiem, ciekawa fucha. Zwłaszcza, że poszukiwania będziemy prowadzić pod przykrywką wykonywania samobójczych misji dla Benbu.

Będzie siędziało, ale po koleji. Najpierw uwalniamy jeńców (brata Kiry i panienkę Benbu). Zgarniamy wypłatę od profesora, sprzedajemy Intel o miejscowych skorumpowanych Imperialach i lecimy odebrać nasz nowy statek. Jak zwykle, brzmi to prosto..

View
Epizod 1.3. Keyan Caballa
Miecz przeznaczenia

A miała być łatwa i prosta robota na boku. Przelecimy się po okolicy, powyglądamy groźnie, odbierzemy wypłatę. Zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Kupiec zapewne postanowił zatrzeć ślady. I wysłał za nami ekipę. O ekipie wiele powiedzieć się nie da, ale byli zdecydowanie lepiej uzbrojeni, niż my. Niemniej, nie wykluczałbym, że byli załatwieni na szybko. Według planu, autopilot Spendera profesora miał mieć awarię. Ewidentny wypadek, nieszczęśliwy oczywiście. A tu profesorek pojawił się z ochroną. Więc trzeba było zaimprowizować własną ekipę. Oczywiście, kupiec dysponował większym budżetem niż profesor..

Więc, wypadek, ewakuacja, ucieczka, kolejna kraksa. Jakoś przeżyliśmy. Tamci uciekli. Nie przed nami, raczej przed zbliżającymi się stróżami prawa i porządku. Niemniej daliśmy radę. Profesor wylądował w bakcie. A my wróciliśmy do interesów z Carabrim. Kurczak znacząco zmalał w moich oczach. Na Deal w którym sprzedaje przedmiot wart 100+ tysiaków on pojawia się bez ochrony?

Dlatego do Speedera, w którym miał być podchodziliśmy z rezerwą. Mira odpaliła skaner i potwierdziła domysły. Weszliśmy do środka „z kopyta” i nawet dość profesjonalnie. Jeniec rzecz fajna. Co w końcu przyniosło pozytywny efekt w postaci informacji. Informacji na temat ekipy wynajętej do posprzątania nas, profesora i zapewne Tupaka . Ekipy posiadającej własny statek, którego używa do szmuglowania jeńców i sprzedawania ich Huttom. Co otwiera nowe opcje w kwestii potencjalnego uwalniania brata Kiry. Szczególnie, że załoga już odchudziła się o 2 Durosów (w Spenderze) i Trandoshianina wcześniej.
Ale najpierw Tupak. Nasz drogi kurczak schował odbiornik lokalizatora w jakimś budynku. Do którego jak się okazało nie ma dostępu. Wykradanie odbiornika też nie obyło się bez problemów. I dodatkowych atrakcji. Atrakcji w stylu wymiany ognia z ochroną czy skakania do Speedera na wysokości 3’ciego piętra. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że to nie była lokacja Tupaka, tylko COMPNOR, ale co tam.

Towar zlokalizowaliśmy na jakimś gigantycznym wysypisku złomu. Zakopany w czymś na kształt schronu. Mira trochę się spociła, ale dała radę i weszliśmy. Towar był. Niestety, nasz drogi kurczak w międzyczasie ściągnął kolegów. I ci koledzy okazali się średnio przyjaźni. Zaskoczyli Riga na zewnątrz. Nie wiem co tam się działo, ale Carabri wrzucił nam do środka granat gazowy, a niedługo potem wpadł do środka bez głowy. Udało mi się zlokalizować drugie wyjście, przepalić przez drzwi i wyciągnąć dziewczyny. Riga złapali imperialni.

Tupak nie żyje, więc lista naszych zleceniodawców nieco się zawęża. To zasadniczo plus – mandalorianin wydaje się bardziej perspektywiczny. Trochę szkoda, że nie żyje ale być może dzięki temu Imperium nie ma jeszcze naszych dokładnych danych. O ile wiemy, porozumiewał się z nimi krótkimi informacjami tekstowymi. Na wszelki wypadek trzeba będzie uważać. I koniecznie zabrać związanego durosa z naszego poprzedniego Speedera. A potem jakoś odbić Riga, brata Miry, przejąć statek i uciec z tej planety. Taaa.

View
Epizod 1.2. Keyan Caballa
Cisza przed Burzą

No i zrobiło się gęsto. Nie przepadam za gęstymi sytuacjami. Gęste sytuacje są pełne gości, którzy z jakiegoś powodu chętnie wbiliby Ci w plecy wibrotopór, a to nic przyjemnego.
Ale od początku. Pojechaliśmy do kuraka. Przepraszam, do Carabri’ego Tupaka. Nie powinienem być rasistą. Nawet jeśli po głowie łomocze mi się pytanie jak by po upieczeniu smakował… Niemniej dowiedzieliśmy się o co chodzi. Chodziło. Klientce, jakiejś płaczliwej Zeltroniance chodziło o akt własności jakiejś ziemi. I spoko, tylko po co ta ściema z pozwem rozwodowym?
Sprawa wyglądała na prostą, Carabri sprzedaje delikwentowi antyk z lokalizatorem. Cel zanośi go do swojego tajnego skarbca.
Tutaj pojawiały się 2 opcje:
Lokalizator działa, włamujemy się, zabieramy co chcemy i zbieramy wypłatę
Cel nie jest debilem, skorzysta z zagłuszacza a my negocjujemy podwyżkę i wymyślamy plan B.
Zapowiadałoby się miło, gdyby lala, która jak się okazało nie do końca jest żoną celu, nie została w połowie negocjacji aresztowana. Po aresztowaniu robota zaczęła zmierzać w kierunku kradzieży kolekcji antyków (ciekawe, czy kiedykolwiek chodziło o te głupie papiery). Plus, okazało się, że ktoś nas obserwował a ktoś inny podesłał kilku bandziorów, żeby go zgarnęli. Nie zapominajmy też o Mandaloriańskim ministerstwie dziedzictwa kulturalnego. MMDK w osobie niejakiego Calabona Henna też chciałoby, żebyśmy wykradli dla nich antyki.
I jako wisienka na torcie, nagroda za dostarczenie Celu do CSA.

Dużo chętnych, na nasze usługi. Wielkie cyfry latające nad głową. I sporo problemów.
Wygląda na to, że lokalny COMPNOR jest zainteresowany transakcją lokalizatora (przyczepionego do antycznego miecza mandaloriańskiego wojownika). Jasna strona problemu jest taka, że to COMPNOR, anie ISB, więc sprawa ma pewnie podłoże bardziej admininstracyjne niż wywrotowe.
Żona celu raczej nie jest jego żoną, a więc Carabri nas oszukuje. Średnio pasuje mi na agenta Compnor’u, ale kto ich tam wie. Może mają jego rodzinę albo zrobili mu pranie mózgu albo cokolwiek. A może Zeltronianka jest agentką, a jakiś polityczny przeciwnik wchodzi jej w paradę?
Cabonowi zaproponowaliśmy, że skontaktujemy go ze zleceniodawcą, żeby odkupił swoje antyki, ale gość już raz próbował agresywnego przejęcia, więc może to zrobić drugi raz. Pewnie wyszłoby mu taniej.
Nie mamy zielonego pojęcia kto nas śledził, po co i kto chciał go stuknać, a więc mamy jeszcze minimum 2 graczy w całym tym miksie.
Nie wiemy, czy gra toczy się o antyki, o akt własności, czy o jakiś 1 konkretny antyk, z którym związana jest jakaś inna tajemnica.

Cabon chciał odzyskać swoją broń, ale go zignorowałem. Mam przeczucie, że jutro będę jej potrzebował..

View
Epizod 1. Mira i propaganda

Coś czego Mira się obawia najbardziej….

Propaganda.jpg

View
Epizod 1.1. Keyan Caballa
Cień Mandalore

Trzeba uczciwie przyznać, Chama’rr jest odrażającym typem. Nie strasznym, czy coś, ale …. zawsze czuję jakiś dziwne mrowienie kiedy podam mu rękę. No i ten smród. Nie wiem, czy durosi mają jakąkolwiek percepcję węchu, ale jeśli tak to Shimi na pewno kiedyś ją stracił. I z całą pewnością zdaje sobie sprawę jak to działa na jego rozmówców. Pytanie tylko, czy zadymia atmosferę, żeby wyprowadzić ich z równowagi, czy żeby szybko zwijali się po załatwieniu interesów..

Ale, robota to robota. Albo raczej potencjalna robota, bo dostaliśmy zaledwie jakiś mizerny kontakt na devlikka wyglądającego jak 15000 innych devlikków, który ma siedzieć w jakiejś knajpie. Ok., nie muszę płacić za przelot a jedyna potencjalna robota tutaj to łatanie speederów po wyścigach, więc niech będzie. Oczywiście, sprawa śmierdzi. Oczywiście, nie mówi nam wszystkiego. No bo po co zatrudniać 4 najemników, koniecznie zorientowanych na technologię, żeby dostarczyć pozew rozwodowy. To nie jest ekipa optymalna, żeby znaleźć kogoś kto się ukrywa. Raczej kogoś, kto siedzi w dobrze strzeżonym miejscu. Jakoś strasznie mi to nie przeszkadza, kredyty się przydadzą, szczególnie w tej ilości, ale po co ta cała ściema?

Publiczny transport.. Nie powiem, wolę latać w kosmosie pojazdami wyposażonymi w kapsuły ratunkowe. Ale może się czepiam. Prom wyglądał ok. Na słuch, wszystkie systemy bez zarzutu, więc niech będzie. Przyjemna wycieczka. Dwójka podejrzanych typów z przodu była może lekko niepokojąca, ale nie wyglądali na piratów a niespodziewanej kontroli bagażu akurat chwilowo się nie obawiałem, więc spoko.

Było spoko, do momentu przed wyjściem z nadprzestrzeni, kiedy otworzyły się drzwi ładowni. Podobno zamknięte. Droid sabotażowy Pistoeka. Wersja B5. Z kumplami. Te droidy to niestety zła wiadomość dla współpasażerów. Czyli nas. Zasadniczo są przeznaczone do obezwładniania statków od zewnątrz, a takie rzeczy od środka robi się na ogół łatwiej. Nie muszę mówić, że koncepcja obezwładnienia naszego busa była nie do pogodzenia z naszym planem dotarcia do Ord Radama i zarobienia kupy kasy. Więc mimo mojej sympatii dla tych droidów, nie, nie tym razem.

Broń została w schowku, ale w sumie ten Coreliański złom który kupiłem na wyprzedaży na Othar był tak celny, że i tak musiałbym strzelać z przyłożenia. Sięgnąłem po palnik plazmowy, wyskoczyłem na przejście przed pierwszego robaka i czystym kopnięciem posłałem go w drogę powrotną. Nadział się na jakiś wystający element drzwi i tak już został. Jeszcze dwa. Jeden zaczął się wwiercać w podłogę a drugi po ścianie pełznął do kokpitu. Rig rzucił się na tego wiercącego, ja na tego na ścianie. Wskoczyłem na fotel, przydeptałem go i przypaliłem palnikiem w układ kontrolny. Rig skoczył na swojego z gołymi rękami, co jak się okazało nie było najlepszą metodą na robota składającego się głównie z wierteł, pił i palników. Droid dziabnął go w rękę i zwarł układ zasilania co dość efektywnie przeładowało większość systemów. Rzut oka na podejrzanych typów z przodu. Siedzieli spokojnie i czekali.
WIEDZIELI !!
W drzwiach magazynu Mira nadziała się na kolejnego droida, który zaczął rozpylać gaz. Kira zaczęła go okładać gaśnicą a po chwili dołączył do niej Rig ze sfajczoną Pistoeką w ręku. Z perspektywy czasu wyglądało to dość komicznie, ale wtedy było mało zabawne. Gaz w zamkniętej przestrzeni przy wyłączonej wentylacji to nic śmiesznego. Zatłukli więc robota, zatkali mu wylot gazu a ja zabierałem się już za naprawy. Tym szybciej, że za oknem pojawiała się już ekipa abordażowa.

Feng_Zhu_star-wars-prop-8.jpg

Uszkodzenia na szczęście nie były super poważne. Trochę izolacji, nowy bezpiecznik, przekserowanie kilku systemów i wentylacja zaskoczyła. Silniki odpaliły, można było wiać. Taaa. Można by było wiać, gdybyśmy nie lecieli busem. Rig się starał, ale ciężko było mieć pretensje, że mu nie wychodziło. Z tym przyśpieszeniem i zwrotnością było to lekko beznadziejne. Pomyślałem, że co tam, raz w życiu ma okazję zrobić coś takiego, wziąłem radio:
- MAYDAYMAYDAY.. Tu prom pasażerski GHT 45828 VU, jesteśmy atakowani przez piratów przy boi nawigacyjnej w sektorze C5..
Oczywiście, kiedy skończyłem byliśmy już zakłócani, a więc zapewne nie zdążyłem podać im naszej lokalizacji. Cóż, Mira zajęła się odblokowaniem łączności a ja zacząłem przygotowywać statek do abordażu. Zarekwirowałem lepszą broń tajniakowi…. z Ministerstwa kultury Mandalore?!?! Poważnie?? No i zmontowałem małą bombę gazową tak na wszelki wypadek. Na szczęście nie była potrzebna. Mira przebiła się z komunikacją. Kawaleria nadleciała. No i udało się. Dolecieliśmy w jednym kawałku.

„Mandalorianie” zniknęli w zamieszaniu. No nie wiem. W sumie może to wszystko wyolbrzymione plotki, ale kiedy słyszysz Mandalorianie, to spodziewasz się świetnej organizacji umiejętności. Jakoś tego nie widziałem. Pilot ich myśliwca miał problem z trafieniem do dryfującego niemal celu. Niemniej zniknęli. Udało się wynegocjować rekompensatę od linii przewozowej plus zareklamowaliśmy się przed nowym klientem, profesorem archeologii z jakiegoś uniwerka z okolic Coruscant, więc przygodę należy uznać za udaną. Co prawda Mira nie jest szczęśliwa, że wystąpi w imperialnej reklamówce, ale nie ma Reeksy bez kolców… Profesor chciałby mieć ochronę na spacery po mieście i albo udaje albo nie zdaje sobie sprawy, że ktoś chce go porwać lub zatrzymać. Cokolwiek by tu robił. Dwie roboty, nieoczekiwana wypłata, interes się kręci..

View
Epizod 1.0. MG
Prolog

Jest coś, czego nie lubię na równi z bantami. To publiczny transport.
Ryben Veir

ST-45.png

UWAGA. UWAGA. Pasażerowie lotu nr GAOR 5687 Galinda – Ord Radama proszeni są do odprawy.
Uprzejmie informujemy iż w związku z wprowadzonym protokołem bezpieczeństwa zgodnym z dyrektywą G78 na pokładzie bezwzględnie zabronione jest posiadanie jakiejkolwiek broni. Przy odprawie należy ją zadeklarować i umieścić w specjalnym kontenerze. Opłaty za wynajęcie kontenera zgodnie z rozporządzeniem nr 215897. Złamanie procedury skutkuje natychmiastowym wprowadzeniem procedury 33. Obowiązuje również zakaz przewozu produktów wymienionych w rozporządzeniu 789 i 568978 dostępnym przy terminalach publicznych. Prosimy o zapoznanie się z nimi.

PAMIĘTAJ. WRÓG MOŻE BYĆ RÓWNIEŻ TWOIM SĄSIADEM. JEŻELI POSIADASZ INFORMACJE O NIELEGALNEJ DZIAŁALNOŚCI JAKO LOJALNY OBYWATEL SKONTAKTUJ SIĘ Z TWOIM SZERYFEM LUB ODWIEDŹ LOKALNY ODDZIAŁ COMPNOR. ZAPEWNIAMY DYSKRECJĘ. NIECH ŻYJE IMPERATOR.

ST-45_Landing_dock_Galinda.png

Droidy osobiste po uprzednim zabezpieczeniu i montażu ogranicznika należy kierować do luku transportowego.
Pasażerowie klasy I proszeni są do bramy nr 7. Odprawa klasy II odbywa się przy bramce nr 12.
Lot będzie trwał około 12 godzin w tym 8 godzin lotu nadświetlnego.

Linie GALACTIC THUNDER życzą miłej podróży. Nasza nowoczesna flota promów ST-45BIS i StarCommuter 2000 to przyszłość bezpiecznego podróżowania. Dostosowujemy się do Twoich potrzeb. GALACTIC THUNDER to Nowa Era podróży.

UWAGA… UWAGA…
Pasażerowie Retrun Contere i Renoin Contere – lot nr nr GAOR 5687 proszony do bramki nr 7 VIP. ….. …… …..

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.