A Bit of Both...

Epizod 1.1. Keyan Caballa

Cień Mandalore

Trzeba uczciwie przyznać, Chama’rr jest odrażającym typem. Nie strasznym, czy coś, ale …. zawsze czuję jakiś dziwne mrowienie kiedy podam mu rękę. No i ten smród. Nie wiem, czy durosi mają jakąkolwiek percepcję węchu, ale jeśli tak to Shimi na pewno kiedyś ją stracił. I z całą pewnością zdaje sobie sprawę jak to działa na jego rozmówców. Pytanie tylko, czy zadymia atmosferę, żeby wyprowadzić ich z równowagi, czy żeby szybko zwijali się po załatwieniu interesów..

Ale, robota to robota. Albo raczej potencjalna robota, bo dostaliśmy zaledwie jakiś mizerny kontakt na devlikka wyglądającego jak 15000 innych devlikków, który ma siedzieć w jakiejś knajpie. Ok., nie muszę płacić za przelot a jedyna potencjalna robota tutaj to łatanie speederów po wyścigach, więc niech będzie. Oczywiście, sprawa śmierdzi. Oczywiście, nie mówi nam wszystkiego. No bo po co zatrudniać 4 najemników, koniecznie zorientowanych na technologię, żeby dostarczyć pozew rozwodowy. To nie jest ekipa optymalna, żeby znaleźć kogoś kto się ukrywa. Raczej kogoś, kto siedzi w dobrze strzeżonym miejscu. Jakoś strasznie mi to nie przeszkadza, kredyty się przydadzą, szczególnie w tej ilości, ale po co ta cała ściema?

Publiczny transport.. Nie powiem, wolę latać w kosmosie pojazdami wyposażonymi w kapsuły ratunkowe. Ale może się czepiam. Prom wyglądał ok. Na słuch, wszystkie systemy bez zarzutu, więc niech będzie. Przyjemna wycieczka. Dwójka podejrzanych typów z przodu była może lekko niepokojąca, ale nie wyglądali na piratów a niespodziewanej kontroli bagażu akurat chwilowo się nie obawiałem, więc spoko.

Było spoko, do momentu przed wyjściem z nadprzestrzeni, kiedy otworzyły się drzwi ładowni. Podobno zamknięte. Droid sabotażowy Pistoeka. Wersja B5. Z kumplami. Te droidy to niestety zła wiadomość dla współpasażerów. Czyli nas. Zasadniczo są przeznaczone do obezwładniania statków od zewnątrz, a takie rzeczy od środka robi się na ogół łatwiej. Nie muszę mówić, że koncepcja obezwładnienia naszego busa była nie do pogodzenia z naszym planem dotarcia do Ord Radama i zarobienia kupy kasy. Więc mimo mojej sympatii dla tych droidów, nie, nie tym razem.

Broń została w schowku, ale w sumie ten Coreliański złom który kupiłem na wyprzedaży na Othar był tak celny, że i tak musiałbym strzelać z przyłożenia. Sięgnąłem po palnik plazmowy, wyskoczyłem na przejście przed pierwszego robaka i czystym kopnięciem posłałem go w drogę powrotną. Nadział się na jakiś wystający element drzwi i tak już został. Jeszcze dwa. Jeden zaczął się wwiercać w podłogę a drugi po ścianie pełznął do kokpitu. Rig rzucił się na tego wiercącego, ja na tego na ścianie. Wskoczyłem na fotel, przydeptałem go i przypaliłem palnikiem w układ kontrolny. Rig skoczył na swojego z gołymi rękami, co jak się okazało nie było najlepszą metodą na robota składającego się głównie z wierteł, pił i palników. Droid dziabnął go w rękę i zwarł układ zasilania co dość efektywnie przeładowało większość systemów. Rzut oka na podejrzanych typów z przodu. Siedzieli spokojnie i czekali.
WIEDZIELI !!
W drzwiach magazynu Mira nadziała się na kolejnego droida, który zaczął rozpylać gaz. Kira zaczęła go okładać gaśnicą a po chwili dołączył do niej Rig ze sfajczoną Pistoeką w ręku. Z perspektywy czasu wyglądało to dość komicznie, ale wtedy było mało zabawne. Gaz w zamkniętej przestrzeni przy wyłączonej wentylacji to nic śmiesznego. Zatłukli więc robota, zatkali mu wylot gazu a ja zabierałem się już za naprawy. Tym szybciej, że za oknem pojawiała się już ekipa abordażowa.

Feng_Zhu_star-wars-prop-8.jpg

Uszkodzenia na szczęście nie były super poważne. Trochę izolacji, nowy bezpiecznik, przekserowanie kilku systemów i wentylacja zaskoczyła. Silniki odpaliły, można było wiać. Taaa. Można by było wiać, gdybyśmy nie lecieli busem. Rig się starał, ale ciężko było mieć pretensje, że mu nie wychodziło. Z tym przyśpieszeniem i zwrotnością było to lekko beznadziejne. Pomyślałem, że co tam, raz w życiu ma okazję zrobić coś takiego, wziąłem radio:
- MAYDAYMAYDAY.. Tu prom pasażerski GHT 45828 VU, jesteśmy atakowani przez piratów przy boi nawigacyjnej w sektorze C5..
Oczywiście, kiedy skończyłem byliśmy już zakłócani, a więc zapewne nie zdążyłem podać im naszej lokalizacji. Cóż, Mira zajęła się odblokowaniem łączności a ja zacząłem przygotowywać statek do abordażu. Zarekwirowałem lepszą broń tajniakowi…. z Ministerstwa kultury Mandalore?!?! Poważnie?? No i zmontowałem małą bombę gazową tak na wszelki wypadek. Na szczęście nie była potrzebna. Mira przebiła się z komunikacją. Kawaleria nadleciała. No i udało się. Dolecieliśmy w jednym kawałku.

„Mandalorianie” zniknęli w zamieszaniu. No nie wiem. W sumie może to wszystko wyolbrzymione plotki, ale kiedy słyszysz Mandalorianie, to spodziewasz się świetnej organizacji umiejętności. Jakoś tego nie widziałem. Pilot ich myśliwca miał problem z trafieniem do dryfującego niemal celu. Niemniej zniknęli. Udało się wynegocjować rekompensatę od linii przewozowej plus zareklamowaliśmy się przed nowym klientem, profesorem archeologii z jakiegoś uniwerka z okolic Coruscant, więc przygodę należy uznać za udaną. Co prawda Mira nie jest szczęśliwa, że wystąpi w imperialnej reklamówce, ale nie ma Reeksy bez kolców… Profesor chciałby mieć ochronę na spacery po mieście i albo udaje albo nie zdaje sobie sprawy, że ktoś chce go porwać lub zatrzymać. Cokolwiek by tu robił. Dwie roboty, nieoczekiwana wypłata, interes się kręci..

Comments

Rosomak BringMeThatHorizon

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.